wypchaj
nictu- archiwum: daltonista

daltonista


przerażająca noc. sen na jawie, a może jawa, może śnię w tym momencie. jeśli tak to udało mi się uciec przed wszystkim- pozornie wygrałam, a zwycięstwo trwało przez kilka bolesnych minut. wcisnęłam głowę w poduszkę, niewiele pamiętam. potem moje uszy przeszył ten okropny krzyk, wszystko we mnie się rozlało. nieopisany ból i strach- nie chciałam by bolało, wolałam krzyczeć. nie mogłam. "to sen"- spróbowałam otworzyć oczy, zrobić coś 'realnego'- nic. podniosłam się z łóżka i błagałam o to by zdążyć dojść do pokoju rodziców. doszłam i nie zauważyli. upadałam powoli, w zwolnionym tempie, widziałam wszystko prócz nich. dzisiaj nie wiem nic. nie chcę już spać, nie chcę budzić się i upadać. bo przecież nic się nie zmieni. wstałam i był dzień. taki zwykły, jak wczoraj czy kiedyś tam. chciałam to zmienić. i:
kolejny raz, kolejny dzień, ale nie jeden z wielu. jeden z nielicznych kiedy tak bardzo tęsknię, sprawdzam starą pocztę, kasuję wszystkie 73 nowe wiadomości, z których 73 to reklamy, ogłoszenia, konkursy. gdybym miała tamte wiadomości, te piękne zdania o tym jak bardzo cię POTRZEBUJĘ. ty je na pewno masz. może mogłabym do ciebie napisać i moze mógłbyś mi je przesłać, ale nie jestem tego pewna. bo tak naprawdę niczego pewna być nie mogę. może nie odpiszesz tym razem, bo wiesz- jestem kimś innym. nieważne.
bo nic nigdy tego nie zmieni. niczego nie zmieni. życie to zawsze to samo życie. kolejna przepita impreza, kolejna złamana obietnica- może tak pozostać. jesteśmy tylko ludźmi. takimi zabawnymi, wewnętrznie skłóconymi- nie do pogodzenia. zatem obrzydzenie to normalne uczucie goszczące w oczach wszystkich znajomych i moich. piękne krajobrazy i ten ciągłe pośpiech. chcemy zobaczyć wszystko patrząc pod nogi. ostatnie co pamiętam to tylko kilkanaście dni, które za rok, miesiąc albo tydzień nie będą miały dla mnie żadnego znaczenia. i to, że wyjazd tak naprawdę nie dał nic. to, że nienawidzę tego dwa razy mocniej niż przed. że mogę powiedzieć wszystko i będzie to niczym. że to NIC. ZAWSZE. jak zwykle.
że ktoś pomyślał, że wie o mnie wszystko, że ta prawda mnie zaboli, że mnie zniszczy. "bawisz się ludźmy, mną juz nie będziesz. to koniec". ojj... wszystko jedno. jeśli tak dobrze mnie znałeś to czemu pozwoliłeś żebym korzystała gdy tylko miałam potrzebę. ty też korzystałeś, tak jak wszyscy. wszyscy płacimy, różni się tylko waluta. tylko miłosierni dają na kredyt- wiedząc, że wszystko co mogą otrzymać to satysfakcja. w pogoni za tym czego nie ma, za co nie można zapłacić (?). za tym czego po prostu nie ma.
jestem nikim w świecie zbudowanym z niczego. tanie materiały i środki. fuszerka. jeszcze kilka minut i zdurnieję do reszty. jak zwykle proszę o wróżkę, która wszystko zaczaruje, obróci w byt, w coś namacalnego.
nawet góry nie są wystarczająco mocne. żałuję jak diabli i nie wytrzymam tego czego nie ma.
nie nie nie... natychmiast ! nie jutro...
jesteśmy jak kury, takie zwykłe, podwórkowe ze wsi. cały czas podbierają nam 'jajka' - efekty ciężkiej pracy, zostawiają jedno, bo wiedzą, że damy się oszukać i 'zniesiemy nowe'. tak na zachętę. wolę je zniszczyć, wszystkie.

nictu 2007-02-18 19:11:02
skomentuj (1)

 

come from dupa

i am mine.

 [główna]

 bang.